W centrum Numei, gdzie wówczas mieszkaliśmy, znajdowała się przytulna kawiarnia, w której razem z żoną spotykaliśmy się ze znajomymi przy filiżance kawy. Maria, kelnerka, która zwykle obsługiwała nasz stolik, bardzo nas polubiła. Czasami rozmawialiśmy i sprawiało jej to przyjemność, pod warunkiem, że nie poruszaliśmy tematu religii.

Była samotną kobietą po trzydziestce, głęboko zranioną przez ludzi, na których jej zależało. Daliśmy jej broszurę z wizerunkiem Jezusa i pięknym przesłaniem o zbawieniu, ale później przyznała, że jej nie przeczytała.

Pewnego wieczoru znów przyszliśmy do kawiarni i od razu zauważyliśmy, że z Marią dzieje się coś złego. Zwykle się uśmiechała, lecz tego dnia jej twarz była ponura i surowa. Wyglądała na zrozpaczoną. Nic, co robiliśmy, nie pomagało. W końcu po prostu wyszła.

Tydzień później znów zajrzeliśmy do kawiarni. Maria była na miejscu i aż nas zamurowało, kiedy ją zobaczyliśmy. Była zupełnie inną osobą. Jej przemiana była niczym dzień i noc! Usiadła z nami i opowiedziała nam niezwykłą historię:

„Kiedy ostatnio was widziałam, przeżywałam najgorszy dzień w całym swoim życiu! Ogarnęła mnie beznadzieja i zniechęcenie. Patrzenie na was, tak szczęśliwych i spokojnych, tylko pogłębiało moją rozpacz, więc postanowiłam wcześniej wyjść z pracy i z trudem dowlekłam się do domu.

Byłam pogrążona w bólu i chciałam już z tym wszystkim skończyć! W szafce przy łóżku miałam tabletki nasenne. Kiedy tak leżałam, postanowiłam połknąć je wszystkie i odebrać sobie życie.

Kiedy otworzyłam szufladę, żeby sięgnąć po tabletki, zobaczyłam waszą broszurę z wizerunkiem Jezusa. Poczułam, jakby On patrzył na mnie z takim pokojem i miłością. Przyciągnęło mnie to jak magnes. Przeczytałam broszurę, a potem wybuchnęłam niepohamowanym płaczem. Wciąż od nowa czytałam modlitwę na końcu i oddałam swoje serce Jezusowi. Potem zasnęłam.

Kiedy następnego ranka się obudziłam, byłam zupełnie inną osobą. Cały ciężar, niepokój i gorycz zniknęły. Poczułam się tak wolna, wyzwolona i naprawdę szczęśliwa, chyba po raz pierwszy w życiu!”

Miłość Jezusa ma tak wielką moc!

Jeśli jeszcze nie przyjąłeś Jezusa jako swojego Zbawiciela, możesz zrobić to, odmawiając następującą modlitwę:

„Drogi Jezu, wierzę, że jesteś Synem Bożym i że umarłeś za mnie na krzyżu, abym mógł żyć wiecznie z Tobą w niebie. Otwieram przed Tobą drzwi mojego serca. Proszę, przebacz mi moje grzechy. Napełnij mnie swoim Duchem Świętym. Prowadź moje życie i pomóż mi podążać za Tobą. Amen”.